Zakon RAM – mądrość, filozofia, literatura

Lipiec 1, 2008

Wywiad Stephana Capena

Filed under: Paulo Coelho - wywiady — zakonram @ 9:40 am
Tags: , ,

(Wywiad z roku 1995) Paulo Coelho: Hmm… Pierwszy raz byłem w San Francisco na początku lat siedemdziesiątych. Przemierzałem wtedy Amerykę jako hippis. Cóż, zacząłem tę podróż z dwustoma dolarami w kieszeni, skończyłem w Mexico City z połową tej kwoty i było to fantastyczne doświadczenie, bo nie umiałem wtedy w ogóle mówić po angielsku. Przemierzyć cały kraj pomogła mi solidarność, panująca wtedy pomiędzy młodymi ludźmi.

– Tak więc, kiedy zaczął pan pisać, i co było tego przyczyną?

Cóż, moim marzeniem zawsze było zostać pisarzem, ale kiedy pewnego razu powiedziałem o tym mojej matce, odrzekła: „Oczywiście, że możesz pisać książki, tylko najpierw skończ szkołę prawniczą, zostań prawnikiem, i wtedy (mówiła śmiejąc się) będziesz mógł pisać w wolnym czasie”. I tak właśnie zrobiłem, bo czasami człowiek czuje się bardzo niepewny co do swojej przyszłości. Kiedy jednak narodził się ruch hippisowski, dało mi to siłę by rzucić wszystko, zostawić szkołę i zacząć realizować moje marzenie. Pierwszą książkę napisałem jednak dopiero w roku 1986, była to „Pielgrzymka” (The Pilgrimage). Przedtem pisywałem dla telewizji, gazet, a nawet teksty dla bardzo popularnych w Brazylii piosenek rockowych. Ale tę pierwszą książkę napisałem mając prawie 38 lat. Teraz mam 48. [wywiad z roku 1995]

– Co motywuje pana do pisania? Co pana inspiruje? Do czego pan zmierza w swojej twórczości?

W pewnym sensie, próbuję podzielić się z moimi czytelnikami własnymi wewnętrznymi poszukiwaniami. To jest moja duchowa wędrówka. Nie zamierzam niczego uczyć, nie zamierzam wyjaśniać niczego o wszechświecie, nie wierzę zresztą w takie wytłumaczenia. Mam jednak coś, czym mogę się podzielić – to, jak ja doświadczam tej dziwnej i czasami bardzo zwodniczej ścieżki. Jest to obecne we wszystkich moich książkach – w „Pielgrzymce” np. jest to moja podróż do Santiago del Compostella. Szedłem z Francji do Hiszpanii 56 dni, i właśnię moją podróż tą starą, uświęconą drogą opisuję w książce.

„Alchemik” to bajka o potrzebie podążania za własnymi marzeniami. W „Valkiriach” (The Valkyries) dzielę się przeżyciami z 40-dniowego pobytu wraz z moją żoną na pustyni Mojave. Co mnie najbardziej zaskoczyło to to, że książka ta odniosła światowy sukces – w sumie wszystkich sprzedałem ponad 10 milionów egzemplarzy, choć część nie została jeszcze nawet przetłumaczona na język angielski. Doszedłem więc do wniosku, że nie jestem sam, że jest wielu ludzi, których to samo absorbuje, którzy mają takie same pomysły, ideały i tę samą potrzebę poszukiwania sensu życia.

– Czy uważa pan, że w świecie, w którym żyjemy, istnieje jakiś rodzaj nadrzędnej, duchowej więzi?

Myslę, że stajemy się coraz bardziej świadomi wagi duchowości, poprzez przykładanie większej uwagi do własnego wnętrza, do tej więzi, która każdego pojedynczego dnia łączy nas z duszą świata. Mamy do dyspozycji język omenów, język znaków. Ten alfabet jest przeznaczony dla nas. Jeżeli nie będziemy bali się popełniać błędów, jeśli będziemy odbierać znaki jako ostrzeżenia, jako pomoc do przeżycia tego konkretnego dnia, coraz bardziej i bardziej bedziemy się zagłębiać w duszę świata. Nie po to, by odnaleźć sens życia, bo wierzę w tajemnice i wierzę, że istnieje tajemnica, której rozwiązanie sięga poza nasze zrozumienie. Ale choćby po to, by dowiedzieć się, że jest tu dla nas coś do zrobienia i że powinniśmy to zrobić.

– Istnieje więc inny świat, do którego ludzie naprawdę powinni przywiązywać wagę, inny niż ten przyziemny, który mamy przed oczyma: zbyt wiele pracy, zby wiele odpowiedzialności, zbyt wiele komplikacji w życiu wielu z nas. Ale, czy przyszło panu kiedyś do głowy… Chodzi mi o to, że pański „Alchemik” jest niewiarygodnie popularny na całym świecie. Czy przyszło więc panu kiedyś do głowy, że gdyby każdy zaczął do tego innego świata przywiązywać wagę, rozpadły by się rodziny, a ludzie potraciliby pracę by szukać odpowiedzi na tego rodzaju pytania?

Tak. Straciliby pracę, pojawiłyby się przed nimi problemy, ale taki jest jedyny wybór jeśli chce się płacić cenę za marzenia. Z drugiej strony, nie rozdzielałbym od siebie świata przyziemnego i duchowego. Alchemia jest sztuką realizowania w tych światach wszystkich naszych duchowych poszukiwań, i dlatego łączyłbym je raczej niż separował. To, czego oczekuję, to żebyśmy byli wystarczająco odważni, by porzucić pracę i złamać pewne schematy, a wtedy, po przezwyciężeniu trudności, zrozumieny, że jest w tym sens, i że wszechświat działa, by zebrać wszystkie kawałki tej układanki w jedność poprzez dawanie nam wskazówek, jak realizować własne przeznaczenie. Nie należy jednak oczekiwać, że to będzie bardzo łatwa droga. Podobnie jednak przeszkody tkwią także na drodze tego, który nie idzie za głosem własnych marzeń. Cena za kurtkę, która ci pasuje, jest taka sama, jak za tę, która jest okropna i ci nie pasuje, jak i za tę, która okazuje się być za duża. By wszelkie trudy miały sens, musimy być przygotowani, że marzenia mają swoją cenę. Z drugiej jednak strony, jeśli nie realizujesz własnych marzeń, trudność jest tylko trudnością, przeszkodą, i nie niesie ze sobą żadnego sensu.

– Niewiele jest już chyba osób, które nie czytały „Alchemika”, niemniej żeby nie zdradzać zakończenia – bohater tej powieści odbywa swą duchową podróż. Wyposażył pan swoją książkę w świetny dowcip i humor, jak i wezwanie do odwagi na tej drodze – ale na końcu jest zabawny zwrot akcji, który rozwiązuje całą historię. Nie wiem, czy uda nam się to przedyskutować bez wyjawiania szczegółów. Ale pański bohater musi stawić czoła tylu trudnościom, pokonać tyle przeszkód i spełnić tyle wymagań, by skończyć w miejscu, w którym zapewne skończyć się nie spodziewał.

Dokładnie! Jednak, nawet jeśli wszystko czego potrzebujesz jest blisko ciebie, musisz wysilić się, by to zdobyć, bo droga na skróty nie istnieje. Ja również nie chciałbym wyjawiać końcówki, bo jest ona bardzo ciekawa, w każdym razie ten pasterz – a każdy z nas jest takim pasterzem – musi porzucić rzeczy, do których jest przyzwyczajony i, poprzez podróż, odkrywa nowego siebie. Poznaje własne zdolności i możliwości i w ten sposób ucieka przed rutyną. Nie twierdzę, że nie można odkryć wszechświata poprzez powiedzmy codzienne powtarzanie tej samej pracy – można. Ale można też oślepnąć, widząc każdy dzień podobny do poprzedniego. Każdy dzień jest inny, każdy przynosi cud samego siebie. To tylko kwestia zauważenia tego. Jeśli to nam się uda, uda się też odkryć wskazówki do poznania własnego przeznaczenia, nawet jeśli będziemy codziennie wykonywać najnudniejszą z prac.

– Czy pańska nowa książka, „Valkirie” (The Valkyries), jest w jakiś sposób cd. „Alchemika”?

Nie. „Valkirie” i „Pielgrzymka” są książkami opartymi na faktach. Ich treść ma związek z zadaniami, które sam sobie stawiam w poszukiwaniu własnej drogi, i próbuję je wypełniać. Próbuję też unikać niebezpieczeństwa przyzwyczajenia się do tego, co mnie otacza. „Valkirie” mówią właśnie o jednym z takich zadań. Pojechałem z moją żoną na pustynię Mojave w 1988, by osiągnąć kontakt duchowy z aniołami. Czasem nie udaje nam się być tak dobrymi, jak powinniśmy, ale to nie może zawrócić nas z drogi ciągłych poszukiwań. Musimy zaakceptować siebie takimi, jacy jesteśmy, i zamiast się martwić, dążyć do doskonałości, pracować nad tym. Jest we mnie wiele rzeczy, które trzeba by nazwać niebyt poprawnymi politycznie, ale nie wstydzę się podążać tą ścieżką i wiem, że w jakiś sposób, Bóg rozumie to, co robię. To dla mnie bardzo ważne. Musimy zawsze mieć na uwadze to, że ktoś nas obserwuje. Nawet jeśli nie rozumiemy do końca tego, co robimy, ma to swoje znaczenie.

– Bezpiecznie jest powiedzieć, że być może tylko Bóg rozumie nasze poczynania i ścieżkę, która dla nas ma sens.

Tak. Nawet, jeśli my nie rozumiemy, że On rozumie! (śmiech) , że zwraca na nas uwagę. Ale to On sprawuje władzę nad duszą świata. Kiedy jest On, wszystko zaczyna nabierać sensu. Nie należy więc wstydzić się modlitwy i prośby o pomoc do niebios. Czasem próbujemy zachowywać się bardzo dorosło, i nie pamiętamy, że Jezus Chrystus powiedział przecież: królestwo niebieskie należy do dzieci. Musimy więc odnaleźć w sobie dziecko, by móc czuć się zaskoczonymi doświadczeniem zwykłego dnia, zachodu słońca, nocą, księżycem. Będąc dziećmi, możemy doświadczyć prawdy o życiu.

– Czy ma pan ulubioną część „Alchemiku”? Czy jest jakiś rozdział czy fragment, który najwięcej dla pana znaczy?

Tak, był taki moment kiedy „Alchemika”, kiedy myślałem, że wpadłem w pisarską pułapkę, bo na dobrą sprawę napisałem tę książkę w piętnaście dni. To jednak nie było piętnaście dni, lecz trzydzieści dziewięć lat i piętnaście dni. Był taki fragment, gdy chłopiec musi przemienić się w wiatr, i kiedy do tamtąd doszedłem, nie wiedziałem jak zakończyć tę część książki. Ale  książka napisała się sama. To nie jest może moja ulubiona część, ale pamiętam ten dzień tak wyraźnie jakby to było dzisiaj – najtrudniejszy moment w pisaniu, i że wszechświat zadziałał tajemnie, by móc mi pomóc.

– Chciałby pan teraz przeczytać ten fragment z książki?

Dobrze. Jest to ten moment, gdy chłopiec dotarł do celu i musi przemienić się w wiatr. Cała powieść jest bardzo realistyczna, poza tym właśnie momentem. Próbuje zjednoczyć się z naturą. Przeczytam dalszy ciąg:

Chłopiec spojrzał na horyzont. W dali dostrzegł góry, wydmy, skały i rośliny, które uparły się, by żyć tam, gdzie życie wydawało się niemożliwe. To była pustynia, po której wędrowal tyle miesięcy. Mimo tak długiego czasu, znał tylko małą jej część. Poza tą małą częścią, poznał Anglika, karawany, wojny między plemionami i oazę z pięćdziesięcioma tysiącami palm i trzystoma studniami.

„Czego chcesz tu dzisiaj?”, zapytała pustynia. „Czyż nie patrzyłeś na mnie wystarczająco długo wczoraj?”

„Trzymasz w sobie osobę, którą kocham”, powiedział chłopiec. „Kiedy wpatruję się w twoje piaski, szukam również jej. Chcę do niej powrócić, i potrzebuję twojej pomocy do zamienienia się w wiatr.”

„Czym jest miłość?”, zapytała pustynia.

A chłopiec odrzedł: „Miłość jest lotem sokoła nad twoimi piaskami. Bo dla niego, jesteś zieloną łąką, znad której zawsze powraca ze zdobyczą. Zna twoje skały, twoje wydmy i twoje góry, i dla niego jesteś hojna.”

„W swoim dziobie sokół niesie cząstkę mnie”, powiedziała pustynia. „Przez lata troszczę się o jego zdobycz, o tę odrobinę wody którą mam, a potem pokazuję mu gdzie jest zdobycz. Aż pewnego dnia, gdy cieszę się obserwując, jak jego łup rozwija się na mojej powierzchni, sokół spada z nia i zabiera to, co ja stworzyłam.”

„Ale właśnie dlatego stworzyłaś tę zdobycz”, odpowiedział chłopak. „By pożywić sokoła. A sokół żywi człowieka. A w ostateczności, człowiek będzie żywił twoje piaski, z których ponownie zrodzi się zdobycz dla sokoła. Taka jest kolej rzeczy tego świata.”

„Więc to jest miłość?”

„Tak, to jest właśnie miłość. Przeistoczenie się zdobyczy w sokoła, sokoła w człowieka i człowieka w pustynię, gdy przyjdzie na to jego kolej. To ona zamienia ołów w złoto, i zwraca złoto ziemi.”

„Nie rozumiem, o czym mówisz”, powiedziała pustynia.

„Ale możesz zrozumieć, że gdzieś w twych piaskach jest kobieta, która na mnie czeka. I dlatego muszę przemienić się w wiatr”.

źródło: http://www.worldmind.com

Reklamy

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.