Zakon RAM – mądrość, filozofia, literatura

Lipiec 7, 2008

Andrzej Kowalski rozmawia z Paulem Coelho

Filed under: Paulo Coelho - wywiady — zakonram @ 6:42 pm
Tags: , , , ,

CO ODBIJA SIĘ W ZWIERCIADLE WSZECHŚWIATA?

Czym jest dla pana pisanie: pracą nad samym sobą, możliwością wyrażenia tego, czego nie da się powiedzieć bezpośrednio, nauczaniem?

Wieloma rzeczami naraz. Zgodzę się na pierwszą propozycję pisanie, to praca nad samym sobą. Ale w równym stopniu pisanie jest potrzebą dzielenia się z innymi ludźmi. Ciągle czymś się dzielimy: chlebem, papierosem, słowem – to jest bardzo istotne w życiu człowieka. Dla mnie pisanie jest również moją Własną Legendą, ponieważ zdecydowałeś! kiedyś, że zostanę pisarzem. Zobaczyć moją książkę wydaną w Polsce jest dla mnie czymś prawie magicznym.

Czy pamięta pan okoliczności w jakich owo marzenie o pisaniu pojawiło się po raz pierwszy ?
Doskonale zachowałem w pamięci dzień, kiedy pierwszy raz zobaczyłem moje nazwisko wydrukowane. Nie zapomnę też okoliczności, w jakich zdecydowałem, że zostanę pisarzem. Było to w tramwaju i za oknem padał rzęsisty deszcz. Powtarzałem sobie w myśli zdanie: „Lubię pisać i zostanę kiedyś pisarzem.” Poszedłem natychmiast zwierzyć się z tego matce. „Niemożliwe odpowiedziała mi. Z pisania książek nie będziesz mógł żyć.” Wiele razy później porzuciłem Własną Legendę, ale miałem ciągle przykład Jorge Amado, który żył z pisania książek. Myślałem zatem – dlaczego nie ja?

Jak pan zaczął: pisaniem nowel, poezją, dziennikarstwem?…
Wszyscy zaczynają podobnie, więc i ja napisałem dużo różnych rzeczy przed „Alchemikiem”, które wylądowały w koszu. Moją pierwsza książką jest opowiadanie o pielgrzymce. „Alchemik”, to moja druga książka. W filozoficznej bajce próbowałem wykorzystać alchemię, to znaczy zdolność jaką człowiek posiada, by umiejscowić swoje poszukiwania duchowe w świecie materialnya. Skąd taki wybór? Może dlatego, że chodziło o bajkę i jednocześnie o język, symboli, który trafia prosto do serca.

Czy sądzi pan, że pisanie jest dla pana najlepszym zajęciem w życiu?
Jako praca, tak. Pisanie, to moje własne poszukiwania duchowe, którymi staram się dzielić z innymi. Nie chcę nikogo nauczać, gdyż wiedza o życiu jeat czymś niezmiernie indywidualnym. Nie wierzę w mistrzów i w guru, bowiem każdy człowiek powinien prowadzić sam swoje wewnętrzne poszukiwania.

Czy po ukończeniu książki odnosi pan wrażenie, że coś pan utlfcił?
Absolutnie nie. Wręcz przeciwnie – zdobyłem ! Gdy kończę książkę pojawia się dziwna, całkowita pustka, ale bardzo szybko zapełnia się ona czymś innym – zrozumieniem i nowymi myślami, jakie mnie nawiedzają. Inspiracja jest właściwym słowem na określenie tego stanu. To praca sama w sobie. Istnieją takie chwile, gdy wszystko się zatrzymuje, chwile trudne, lecz one mijają i życie rusza swoim rytmem. Kiedy natomiast zamiera inspiracja, to tak jakby przyszła śmierć.

Z jakimi autorami czuje się pan związany?
Jest kilku takich, chociaż to co piszę jest dalekie od ich twórczości: Argentyńczyk Jorge luis Borges, Amerykanin Henry Miller i poeta angielski William Blake. Mam wrażenie, że często zwracam się ku tym trzem pisarzom.

W pańskich książkach temat poszukiwania Boga pojawia się bardzo często. Podobno na początku było Słowo… Sądzi pan, że pisząc człowiek idzie do przodu na drodze duchowej?
Jestem przekonany, że bak się dzieje. Pisanie jest dla mnie swoistym objawieniem, które pozwala na lepsze zrozumienie siebie samego.

Czy traktuje pan pisanie jako pewien rodzaj ofiary?
Nie. Myślę, że chodzi tu raczej o wymianę. Nie o wymianę kapitalistyczną, w której coś dajemy, aby coś innego równie wartościowego otrzymać. To dzieje się w sferze misterium.

W „Alchemiku” pisze pan, że „Jeśli czegoś gorąco pragniesz, to cały Wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu”. Ta myśl zrodziła się razem z „Alchemikiem”, czy też zawsze panu towarzyszyła?
Ta idea jest obecna we wszystkich wielkich mitach, które widzą świat jako olbrzymie zwierciadło. Wszystko co nosimy w sobie: miłość, nadzieję, pragnienia odbijają się w zwierciadle wszechświata. Ale odbija się w nim również nasz negatywizm i tak powielony powoduje, że stajemy się jeszcze bardziej sfrustrowani i zgorzkniali. Wszechświat istnieje poza tym, co zwykliśmy nazywać moralnością. Wszechświat nie rozróżnia dobra i zła. Ta myśl pojawia się w wielu tekstach mitologicznych i religijnych. Spróbowałem wyrazić ją tym właśnie zdaniem.

„Alchemik” ujawnia nam prawdy, które wydają nam się dobrze znane, ale o których zapominamy w życiu codziennym.
Oto właściwa synteza książki i jej sukcesu! Nie wymyśliłem niczego nowego i wszystkie życiowe prawdy jakie „Alchemik” wnosi są nam doskonale znane. Książka pomaga nam je na nowo ożywić, budzi nas ze snu, w jakim trwamy po to, by pójść tropem Własnej Legendy.

„Alchemik” mówi o Podróży. Czy pana zdaniem jest to najlepsze narzędzie poznania?
To jest archetyp, którym ciągle się posługujemy. W podróży obserwujemy samych siebie, ponieważ jesteśmy inni niż zwykle: zmuszeni do mówienia obcym językiem, do życia w nowych miejscach, do psługiwania się obcą walutą, do odkrywania na nowo wartości rzeczy… Ale ta uważna obserwacja świata i siebie samych powinna mieć również miejsce w „podróży codziennej”. Jesteśmy zbyt przyzwyczajeni do patrzenia jednakowo na dzień wczorajszy, jak i na ten co ma nadejść. Zapominamy o tym, że każdy dzień jest swoistym cudem. Pielgrzymka odgrywa doniosłą rolę prawie w każdym kraju i we wszelkich poszukiwaniach duchowych, ale nie należy zapominać, że ma ona miejsce również w zwykłym dniu każdego z nas,

Wędrując, wpisujemy się jakby w ruch samej Ziemi.
Myślę, że nawet całego kosmosu.

Skąd zainteresowanie alchemią?
Jeszcze z mojego pokolenia hippisów i szukania odpowiedzi na klasyczne pytania: „Po co tu jestem?” i „Dlaczego właśnie teraz?” Jak inni próbowałem wszystkiego: byłem najpierw u jezuitów, potem udałem się w podróż, stałem się buddystą, później ateistą, przynależałem do tajemnych stowarzyszeń… Ale pytania snuły się za mną niezaspokojone. Aż nagle w moim życiu pojawiła się alchemia i pomogła mi narzucić trochę dyscypliny w moich poszukiwaniach.

Pańska książka przepełniona jest symbolami alchemicznymi, alegoriami i metaforami. Stanowią one swoistą sieć powiązań, które odkrywamy często dopiero przy ponownej lekturze. Czy jest to pewien rodzaj strategii, czy rezultat zwykłego przypadku?
Chrystus powiedział, że królestwo niebieskie jest jak ma leńkie ziarno gorczycy, które siejemy w ziemi, i z którego wyrasta olbrzymia roślina, jakiej nawet nie podejrzewamy. Tak dzieje się i w życiu. Napisałem tę książkę w piętnaście dni, w sposób absolutnie spontaniczny.

Która scena w „Alchemiku” przysporzyła panu najwięcej kłopotu?
Wydawało ml się, że zapędziłem się w pułapkę, gdy chłopiec miał przemienić się w wiatr. To mogło przecież zniszczyć całą książkę, ale scena napisała się sama…

Czy teraz, poświęcając więcej czasu napisałby pan lepiej „Alchemika”?
Na pewno gorzej.

Czy istnieje jakiś szczególny powód, dla którego bohater książki jest Hiszpanem, a akcja toczy się w Afryce?
Tak, spisek świata. Hiszpania i Afryka dla brazylijskiego chłopca pozostaną zawsze w sferze marzeń. To tam zamieszkuje baśniowość i tajemnica. Z miejscami rodzinnymi pozostajemy w związku na tyle intymnym, że trudno jest o nich pisać.

W ilu krajach można czytać „Alchemika”?
W pięćdziesięciu sześciu.

Czy jest kraj, gdzie „Alchemik” nie odniósł sukcesu?
W Danii. Wciągu trzech miesięcy sprzedano zaledwie 288 egzemplarzy. Nie wiem dlaczego tak się dzieje. Będę chyba musiał pojechać tam i sam to odkryć.

Czy sukces męczy?
Sukces zmienia życie, choć są chwile, w których można czuć się zmęczonym. Sukces, to głównie spotkania z ludźmi, a one są największym cudem, jaki Šzyni dla nas życie.

Rozmowę przeprowadził i przetłumaczył
Andrzej Kowalski

Reklamy

Lipiec 1, 2008

Coelho o Internecie

Filed under: Paulo Coelho - wywiady — zakonram @ 9:25 am
Tags: ,

Empik.com: Zanim pana najnowsza książka Weronika postanawia umrzeć ukazała się w wersji papierowej, fragmenty powieści można już było przeczytać w Internecie na pana stronie. Skąd zainteresowanie tym medium?

Paulo Coelho: Naprawdę wierzę, że Internet spowodował prawdziwą rewolucję w pisarstwie. Niektórzy ludzie mówią, że Internet odciągnie czytelników od książek, ale to nieprawda. Ja uważam, że dzięki Internetowi wszyscy piszemy i czytamy więcej. Stąd kilka decyzji, które powziąłem na temat mojej współpracy z firmami internetowymi. Na przykład w Rosji trudno przeczytać moją książkę po rosyjsku, mam wiele problemów z tamtejszymi wydawcami i dystrybutorami, więc nie mogę dotrzeć do moich czytelników. A ponieważ w Internecie problem dystrybucji praktycznie nie istnieje, pozwoliłem wydawcom rosyjskim na to, aby wpisali po prostu moje książki za darmo w Internet, żeby wszyscy mogli je przeczytać. Zresztą dzieje się podobnie ze wszystkimi moimi książkami na całym świecie. Zwykle pozwalam opublikować w Internecie kilka rozdziałów, jakiś fragment mojej powieści tak, aby czytelnicy przekonali się, czy ta książka ich interesuje, czy chcą ją przeczytać. W ten sposób mogą się z nią zapoznać zanim ją kupią. Ale oczywiście przede wszystkim to jest źródło informacji o mnie: o tym, co robię, kim jestem, jak wyglądało moje życie, aby wszyscy czytelnicy mogli się zorientować, z kim mają do czynienia. Rozmawiałem dzisiaj z moimi polskimi wydawczyniami, które powiedziały, że moja strona internetowa w Polsce jest bardzo popularna, wiele osób wchodzi na nią, wielu ludzi interesuje się tym, co robię, właśnie poprzez Internet. To znaczy, że ten kraj jest już bardzo z Internetem zżyty. To zresztą ciekawe, bo we Francji na przykład można znaleźć 10 razy więcej moich książek  w księgarniach. Wydawałoby się, że w związku z tym Internet we Francji będzie o wiele bardziej popularny jeśli chodzi o czytanie moich książek, ale dzieje się zupełnie odwrotnie. To w Polsce właśnie na stronach internetowych o wiele więcej można się o mnie dowiedzieć i znacznie więcej ludzi wykazuje zainteresowanie moją stroną niż na przykład we Francji.

Internet po prostu stał się już systemem: fragment książki jest publikowany za darmo albo za niewielkie pieniądze w Internecie. Chcę, aby tak dalej się działo. To oczywiście nie zmieni faktu, że książki trzeba po prostu czytać i nie zmieni formuły książki jako takiej, ale myślę, że to bardzo demokratyzuje czytelnictwo, sprawia, że nie zależy już ono od pieniędzy.

Empik.com: Czy bardzo poszerzył się krąg pańskich przyjaciół dzięki Internetowi? Czy zawarł pan za pośrednictwem Sieci wiele ważnych dla pana znajomości?

Paulo Coelho: Bardzo wiele. Myślę, że o ile nie znam swojego sąsiada z siódmego piętra bloku, w którym żyję, ale znam ludzi, którzy mieszkają rozrzuceni po całym świecie właśnie dzięki Internetowi. Po prostu ludzie stają się sobie bliżsi dzięki niemu. Mówi się, że przyjaźń przez Internet to przyjaźń wirtualna, nieprawdziwa. To zupełna nieprawda. Bardzo często, gdy wyruszam gdzieś w podróż, wysyłam moim czytelnikom wiadomość przez Internet – wtedy i wtedy będę tam i tam. I wtedy możemy się już fizycznie spotkać. Jechałem kiedyś do Islandii na 10 dni, na urlop i wysłałem moim czytelnikom informację o tym, że będę chciał się tam pojawić. Dzięki temu mogłem zobaczyć taką Islandię, jakiej bym nigdy w życiu nie mógł obejrzeć, gdybym ją zwiedzał jako zwykły turysta. Moi czytelnicy po prostu mi ją pokazali.

Dostaję około 300 e-maili dziennie i to jest natychmiastowa zwrotna informacja od czytelników na temat tego, co myślą o moich książkach. Nie mówiąc już oczywiście o tym, że mogę im odpowiedzieć, mogę wejść z nimi w dialog. Dla mnie to medium jest absolutnie fascynujące.

Empik.com: Czy w takim razie pańscy czytelnicy wywierają za pośrednictwem Internetu jakiś wpływ na kształt pańskich utworów?

Paulo Coelho: Aż tak fajnie nie jest, to już się dzieje wtedy, gdy moje książki są opublikowane. Proszę mnie dobrze zrozumieć – nie chodzi o ingerencję w moją twórczość pisarską. Chodzi raczej o wymianę poglądów, pomysłów na życie i idei, w które wierzymy. O taką dyskusję ogólnoludzką. Natomiast nie mają moi czytelnicy wpływu na to, czy i w jaki sposób piszę.

Magdalena Walusiak

Blog na WordPress.com.