Zakon RAM – mądrość, filozofia, literatura

wrzesień 9, 2008

Raj i piekło

Zaszufladkowany do: Przypowieści/Teksty — zakonram @ 9:32 am
Tags: , , ,

Pewien porywczy samuraj, znany z tego, że atakował bez żadnej przyczyny, przybył do bram klasztoru zen i zażądał spotkania z mistrzem. Ryokan bez wahania wyszedł mu na spotkanie. – Mówi się, że inteligencja jest potężniejsza od ślepej siły – rzekł samuraj. – Czy możesz mi wyjaśnić, czym są raj i piekło? Ryokan nie powiedział nic. – Ja z łatwością mogę to wyjaśnić- wykrzyknął samuraj. – Aby pokazać komuś, czym jest piekło, należy mu zadać silny cios. Aby pokazać, czym jest raj, wystarczy tylko zagrozić mu siłą i pozwolić odejść. – Nie rozmawiajmy na takimi głupcami jak ty – rzekł mu spokojnie mistrz zen. Krew uderzyła samurajowi do głowy i zapałał nienawiścią. – To jest właśnie piekło – powiedział Ryokan z uśmiechem – kiedy pozwalasz sobie na to, a by jakieś bzdurne uwagi wyprowadziły cię z równowagi. Zdumiony odwagą zakonnika samuraj złagodniał. – A to jest raj – powiedział Ryokan, zapraszając go do środka – kiedy nie reagujesz na niedorzeczne prowokacje.

Podróżować inaczej

Zaszufladkowany do: Przypowieści/Teksty — zakonram @ 9:20 am
Tags: , , , , , ,

Bardzo wcześnie zdałem sobie sprawę, że podróżowanie to dla mnie najlepszy sposób na zdobywanie wiedzy. Nadal mam duszę pielgrzyma i pomyślałem sobie, że wykorzystam tę rubrykę, aby przekazać wam choć część swojej wiedzy w nadziei, że będzie ona przydatna innym pielgrzymom takim jak ja.

1. Unikaj muzeów.
Może to się wydać radą absurdalną, ale pomyślmy o tym przez chwilę. Kiedy jesteś w obcym mieście, czyż poszukiwanie teraźniejszości nie jest ciekawsze od poszukiwania przeszłości? Rzecz w tym, że ludzie czują się zobowiązani do odwiedzania muzeów, ponieważ w dzieciństwie uczono ich, że podróżowanie polega na odnajdywaniu śladów przeszłości. Oczywiście, że muzea są ważne, ale musisz wiedzieć, co chcesz w nich zobaczyć. W przeciwnym razie opuścisz muzeum z poczuciem, że zobaczyłeś klika bardzo ważnych i wspaniałych przedmiotów, tyle tylko że nie będziesz mógł sobie nawet przypomnieć, co to dokładnie było.

2. Przesiaduj w barach. To w barach, a nie w muzeum można ujrzeć prawdziwe oblicze miasta. Mówiąc o barach, nie mam na myśli nocnych klubów, lecz miejsca, do których przychodzą zwyczajni ludzie, aby się czegoś napić, ponarzekać na pogodę i pogawędzić. Kup gazetę i poczytaj o ludzkich wzlotach i upadkach. A jeśli ktoś zagai z tobą rozmowę, choćby najbłahszą, porozmawiaj z nim – jedno przelotne spojrzenie nie wystarczy, by ocenić wartość drugiego człowieka i poznać jego ścieżkę życiową.

3. Bądź otwarty. Najlepszym przewodnikiem jest ktoś, kto mieszka w danym miejscu, wie o nim wszystko, jest z niego dumny, ale nie pracuje dla biura podróży. Wyjdź na ulicę, wybierz osobę, z którą chcesz porozmawiać, i zapytaj ją o coś, np.: Gdzie stoi katedra? Gdzie jest poczta? Jeśli nic z tego nie wyjdzie , spróbuj porozmawiać z kimś innym – gwarantuję ci, że przed końcem dnia znajdziesz dla siebie doskonałego towarzysza.

4. Spróbuj podróżować sam. To będzie trudniejsze, nie będzie bowiem nikogo przy tobie, kto by się tobą opiekował, ale tylko w ten sposób możesz naprawdę pozostawić swój kraj za sobą. Podróżowanie w grupie sprowadza się do tego, że jesteś w jakimś obcym kraju, rozmawiasz tylko w swoim ojczystym języku, robisz to, na co pozwala ci „przywódca stada”, i ciekawią cię bardziej plotki o twoich współtowarzyszach podróży niż odwiedzane miejsca.

5. Nie porównuj. Niczego nie porównuj, ani cen, ani poziomu higieny, ani jakości życia, ani środków transportu, niczego! Nie podróżujesz przecież po to, aby dowieść sobie samemu, że masz lepsze życie niż inni ludzie. Twoim celem jest dowiedzieć się, jak żyją inni, czego mogą cię nauczyć, jak sobie radzą zarówno codziennością, jak i z tym, co w ich życiu niezwykłe.

6. Zrozum, że wszyscy cię rozumieją. Nawet jeśli nie mówisz językiem kraju, w którym jesteś, nie obawiaj się: byłem  w wielu miejscach, w których w ogóle nie mogłem się porozumieć, a zawsze znalazłem pomoc, wskazówki, dobrą radę, a nawet miłość. Niektórzy ludzie myślą, że podróżując samotnie, zgubią się, zginą z kretesem, gdy tylko wyjdą na ulicę nieznanego miasta. A przecież wystarczy, abyś miał wizytówkę hotelu w kieszeni, w najgorszym wypadku zatrzymasz taksówkę i pokażesz adres kierowcy.

7. Nie kupuj za dużo.
Wydawaj pieniądze na rzeczy, których nie będziesz musiał potem dźwigać: na dobry spektakl, restaurację, wycieczki. W obecnych czasach globalizacji i internetu możesz kupić cokolwiek bez konieczności płacenia za nadbagaż.

8. Nie próbuj zobaczyć całego świata w miesiąc.
Znacznie lepiej pozostać w jakimś mieście przez cztery czy pięć dni, niż odwiedzić pięć miast w ciągu tygodnia. Miasto jest jak kapryśna kobieta – aby ja uwieść i aby się całkowicie odsłoniła, potrzeba czasu.

9. Podróż jest przygodą.
Henry Miller zwykł mawiać, że dużo ważniejsze jest odkryć kościółek, o którym nikt inny dotąd nie słyszał, niż z  poczucia obowiązku pojechać do Rzymu i zwiedzić Kaplicę Sykstyńską, gdzie kilkaset tysięcy innych turystów krzyczy ci do ucha. Oczywiście, warto zobaczyć Kaplicę Sykstyńską, ale pochodź sobie także po ulicach, odkryj nieznane zaułki, zakosztuj swobody poszukiwania czegoś, co mało znasz. Możesz być pewien, że jeśli to coś odnajdziesz, odmieni to twoje życie.

Dwie przypowieści o ścieżce – Jak powstała ścieżka

Zaszufladkowany do: Przypowieści/Teksty — zakonram @ 9:14 am
Tags: , ,

W 106. numerze portugalskiego „Jornalinho” znalazłem historyjkę, która uczy nas wiele o naszych nieprzemyślanych wyborach. Pewnego dnia małe cielątko musiało przeprawić się przez gęsty las, aby powrócić na swoje pastwisko. Ponieważ było to niezbyt rozumne stworzenie, poszło okrężną drogą, która wiodła przez wszystkie możliwe wzgórza i doliny. Następnego dnia przechodził tamtędy pies i nie zastanawiając się długo, pobiegł ta sama ścieżką. Jakiś czas później pewien baran, zobaczywszy już przetartą drogę, poprowadził nią swoje stado. Z czasem również ludzie mieszkający w okolicy zaczęli korzystać z tej ścieżki, która była bardzo kreta, wyboista i wiła się z lewa na prawo, biegła stromo pod górę i w dół. Ludzie z trudem pokonywali wszystkie na niej przeszkody, nieustannie na nią narzekali i przeklinali, na czym świat stoi- całkiem zresztą słusznie. Ale nie uczynili nic, żeby zmienić ten stan rzeczy. Korzystano z niej tak często, że w końcu stała się traktem handlowym, którym z wielkim mozołem ciągnięto biedne zwierzęta objuczone ciężkim ładunkiem. Przeprawa trwała trzy długie godziny, choć tę sama drogę można było spokojnie przebyć w pół godziny, gdyby tylko komuś przyszło to do głowy. Minęło wiele lat i każdy skarżył się na ruch, który tam panował, choć była to najgorsza z możliwych tras. Przez cały ten czas stary mądry las śmiał się w duchu, widząc, jak ludzie ślepo podążają ścieżką  wytyczoną przez małe cielę, nawet nie zastanawiając się czy to najlepszy wybór.

Dwie przypowieści o ścieżce – Popękany dzban

Zaszufladkowany do: Przypowieści/Teksty — zakonram @ 9:12 am
Tags: ,

Pewna legenda hinduska opowiada o człowieku, który każdego dnia nosił wodę do swojej wioski w dwóch ogromnych dzbanach przytroczonych do drewnianego nosidła na jego ramionach. Jeden z dzbanów był starszy od drugiego i był cały popękany. Za każdym razem, kiedy mężczyzna wracał ścieżką do domu, tracił połowę wody. Młodszy dzban był zawsze bardzo dumny ze swojej pracy i z tego, że nigdy nie uronił ani kropli z powierzonej mu wody. Drugi dzban zaś się śmiertelnie wstydził, że wyciekała z niego woda i był w stanie swoje zadanie wypełnić tylko w połowi. Chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że pęknięcia były wynikiem wielu lat wytężonej pracy. Stary dzban był bardzo zawstydzony swoją starością, że pewnego dnia, gdy mężczyzna napełniał go woda ze studni, postanowił przemówić: – Chciałbym cię bardzo przeprosić. Jestem już bardzo stary  i nie mogę utrzymać  wszystkiej wody, którą mnie napełniasz. Człowiek uśmiechnął się tylko i łagodnie rzekł: – Kiedy będziemy wracać do domu, przyjrzyj się bacznie ścieżce, która od wielu już lat chodzimy od studni do domu. Dzban uczynił tak, jak kazał mu jego chlebodawca, i zauważył wiele kwiatów i warzyw rosnących wzdłuż drogi z jednej tylko strony. – Czy widzisz, o ile piękniejsza jest roślinność  po twojej stronie ścieżki? – spytał mężczyzna. – Wiedziałem, że masz pęknięcia, ale postanowiłem je wykorzystać. Posiałem więc nasiona, a ty każdego dnia podlewałeś je po trochu. Ściąłem już dziesiątki róż, które zdobiły mój dom, a moja żona i moje dzieci mogły jeść sałatę, kapustę i cebulę, które urosły dzięki twojej pracy. Gdybyś nie był taki jaki jesteś, nigdy nie miałbym tego, co mam. W pewnym sensie wszyscy się starzejemy i z wiekiem nabywamy cech, które zawsze można przecież obrócić na nasza korzyść.

Umykające życie

Zaszufladkowany do: Uncategorized — zakonram @ 9:06 am
Tags: , , ,

Jeszcze niedawno byłem dzieckiem, teraz jestem człowiekiem dojrzałym, w średnim wieku. Blog ten poza innymi wartościami mówi z pewnością o przemijaniu i czasie. O wartościach nadrzędnych i nieprzemijających.

Umieram z głodu

Zaszufladkowany do: Przypowieści/Teksty — zakonram @ 9:01 am
Tags: , ,

Pewien podróżnik przybył do klasztoru w środku wielkiej zamieci śnieżnej. – Umieram z zimna i głodu. Nie mam jak zarobić na życie. Tak się akurat złożyło, że tego właśnie dnia zamieć uniemożliwiła mnichom uzupełnienie zapasów w spiżarni i nie pozostało im nic, ani do jedzenia, ani do picia. Poruszony ciężką sytuacją podróżnika opat otworzył tabernakulum, wyjął poświęcone hostie oraz kielich wina i zaproponował je przybyszowi jako strawę. Gest ten przeraził innych mnichów: – To świętokradztwo! -  wykrzyknęli. – Dlaczego? – zapytał opat. – Sami słyszeliście o tym, jak Dawid jadł chleb złożony na ołtarzu, gdy poczuł głód. Kiedy zaistniała taka konieczność, Chrystus leczył ludzi w Dzień Pański. Ja tylko wprowadzam w życie ducha Jezusa: miłość i łaska mogą teraz dopełnić dzieła.

Pobyt na pustyni

Zaszufladkowany do: Przypowieści/Teksty — zakonram @ 9:00 am
Tags: ,

- Dlaczego żyjesz na pustyni? – spytał pewien człowiek. -  Ponieważ nie mogę być tym, kim chciałbym być. – Tego nikt nie może, ale wszyscy musimy próbować – odrzekł mu mężczyzna. – Ale to nie możliwe. Kiedy jestem sobą, ludzie oddają mi fałszywa część. Kiedy jestem wierny swojej wierze, zaczynają we mnie wątpić. Oni wszyscy uważają się za bardziej świątobliwych niż ja, ale udają, że są grzesznikami w obawie, aby nie wykpić mojego osamotnienia. Ciągle próbują mi udowodnić, że uważają mnie za świętego, i w ten sposób stają się posłańcami diabła, wystawiając na próbę moją pychę. – Twój problem nie polega na próbie bycia tym, kim jesteś, ale na braku akceptacji innych ludzi. I jeśli dalej będziesz zachowywał się w ten sposób, to najlepiej będzie, jak pozostaniesz na pustyni – odpowiedział mu mężczyzna i odszedł.

Wybór najlepszej drogi

Zaszufladkowany do: Przypowieści/Teksty — zakonram @ 8:58 am
Tags: , ,

Zapytany, czy droga wyrzeczeń prowadzi do raju, opat Antonio odrzekł: – Istnieją dwie takie drogi. Pierwsza jest drogą człowieka, który się umartwia i czyni pokutę, ponieważ wierzy, iż wszyscy jesteśmy przeklęci. Czuje się winny i niegodny szczęśliwego życia. On nigdy donikąd nie dojdzie, ponieważ Bóg jest święty i bezgrzeszny.  Druga droga jest ścieżką wybraną przez człowieka, który zdaje sobie sprawę, że świat nie jest tak doskonały, jakim chcielibyśmy go widzieć. Niemniej jednak modli się, odprawia pokutę oraz nie szczędzi czasu i sil, aby otaczający go świat stał się lepszy. W jego przypadku obecność Boga jest nieustanną pomocą, a skutki tego owocować będą w raju.

Odwieczny malkontent

Zaszufladkowany do: Przypowieści/Teksty — zakonram @ 8:57 am
Tags: ,

Shanit podróżował od miasta do miasta, głosząc Słowo Boże. Pewnego dnia podszedł do niego człowiek w nadziei, że jego dolegliwości zostaną wyleczone. – Pracuj, jedz i chwal Boga – poradził mu Shanti. – Kiedy pracuję, bolą mnie plecy. Kiedy jem, cierpię na niestrawność. Kiedy piję, piecze mnie w gardle. A kiedy się modlę, mam wrażenie, że Bóg mnie nie słucha. – Poszukaj sobie innego nauczyciela. Kiedy nieszczęśnik oddalił się ze wtrętem, Shanti rzekł do przysłuchujących się rozmowie: – Ten człowiek miał dwie możliwości patrzenia na sprawy i zawsze wybierał najgorsza z nich. Kiedy  umrze, będzie się najprawdopodobniej skarżył na głód w grobie.

lipiec 23, 2008

Wszystko jest prostsze, niż myślałem

Zaszufladkowany do: Paulo Coelho - wywiady — zakonram @ 8:16 pm
Tags: , , , , , ,

Paulo Coelho, pisarz: Możemy utkać swoje życie z niespodzianek

“Weronika postanawia umrzeć” - taki tytuł nosi pana najnowsza książka. Tak postanawia, bowiem nie widzi sensu dalszego życia. Pan we wszystkich swoich książkach stara się ten sens czytelnikowi pokazać.

PAULO COELHO: Jest wiele osób, które nie potrafią go dostrzec – egzystują tak, jakby były martwe. Poprzez postać Weroniki chciałem z jednej strony pokazać, w jak beznadziejnej sytuacji potrafią znaleźć się ludzie, którzy nie mają celu, z drugiej – że czasem dopiero w obliczu śmierci uświadamiamy sobie, ile jest warte nasze życie. Weronika usiłuje popełnić samobójstwo i gdy już jest bliska śmierci, każdą kolejną minutę zaczyna postrzegać jako cud istnienia. Taka jest też moja prywatna filozofia. Codzienność, teraźniejszość – powinniśmy postrzegać jako coś cudownego.

Zanim został pan pisarzem, przemierzył pan ponad 800 kilometrów wędrując starożytnym szlakiem pielgrzymów do Santiago de Compostela. Czy celem tej wędrówki było odnalezienie wiary w sens istnienia?

Raczej odnalezienie powołania. Zawsze chciałem być pisarzem, artystą, ale nie udawało mi się to. I dlatego wcześniej często negowałem sens własnego życia. Nadszedł jednak czas, kiedy stwierdziłem, że nie mogę w nieskończoność odsuwać marzeń. Wtedy zdecydowałem się podjąć pielgrzymkę. Podczas wędrówki uświadomiłem sobie, że wszystko jest prostsze, niż dotąd myślałem. Aby realizować marzenia, wystarczy wewnętrzna dyscyplina i świadomość stawianych przed sobą celów.

Pielgrzymka do Santiago była chyba także swego rodzaju katharsis. W pana biografiach można wyczytać, że w młodych latach zażywał pan narkotyki, spędził pewien czas w więzieniu…

Oczywiście, wyprawa do Santiago była dla mnie oczyszczeniem. Uświadomiła mi, jak powinienem dalej postępować, że nie warto marnować życia na błahe przyjemności, lepiej koncentrować się na tym, co jest dla nas najważniejsze. Dla mnie to było pisanie.

Czy dla odnalezienia sensu życia konieczne są tak radykalne decyzje jak w przypadku pana czy Weroniki?

Absolutnie nie. Wystarczy głęboko w siebie zajrzeć. Sam zdecydowałem się na tak radykalny krok, gdyż miałem już 38 lat i uważałem, że na wiele spraw jest dla mnie za późno. To był akt desperacji. I rzeczywiście podobne pobudki kierują bohaterką mojej powieści, ale powtarzam, że nie jest to droga do naśladowania.

Bohater pana najsłynniejszej książki – “Alchemika” – także odnajduje harmonię w swoim życiu dopiero po licznych doświadczeniach, po bardzo długiej i ciężkiej wędrówce.

Bo przeciwności losu, wyzwania, jakie człowiek napotyka na swej drodze, ułatwiają zajrzenie do własnego wnętrza.

Bohaterka nowej powieści mieszka w Słowenii. Skąd taki pomysł?

Chodziło mi o pokazanie pewnej analogii. Słowenia to młody kraj, który przeżywa kryzys, nie umie się odnaleźć i walczy o własną tożsamość.

Przed trzema laty odwiedził pan Polskę zupełnie prywatnie. Podobno pracował pan jako barman w jednej z warszawskich restauracji. Słyszałem też, że we Francji pracował pan incognito w fabryce produkującej szynkę konserwową. Czy w ten sposób szuka pan tematów do kolejnych książek?

Nie. To jest forma ucieczki od zawodu pisarza – czasami potrzebuję takich odmian. Do Polski przyjechałem z pielgrzymką do Częstochowy, później spędziłem trochę czasu w Warszawie. To był rok odpoczynku, kiedy postanowiłem wszystko robić inaczej niż zwykle. Dlatego zdecydowałem się na zmywanie naczyń w barze. Nie zbierałem wówczas materiałów do żadnej książki. Zresztą nigdy nie piszę poza Brazylią. Dużo podróżuję, ale pisać potrafię tylko we własnym kraju.

Pana książki ukazały się w 120 krajach, w 45 językach, rozeszły się w nakładzie ponad 30 milionów egzemplarzy. Decyzja, żeby zmywać naczynia w warszawskim barze, to pomysł niespotykany jak na człowieka o takiej pozycji.

Możemy utkać swoje życie z niespodzianek – wówczas jest ono naprawdę interesujące. Cieszę się, że mam całkowitą wolność decydowania o tym, co będę robił.

Rozmawiał Łukasz Gołębiewski / Rzeczpospolita, 19 maja 2000

« Poprzednia stronaNastępna strona »

Blog na WordPress.com.