Zakon RAM – mądrość, filozofia, literatura

lipiec 1, 2008

Wywiad Stephana Capena

Zaszufladkowany do: Paulo Coelho - wywiady — zakonram @ 9:40 am
Tags: , ,

(Wywiad z roku 1995) Paulo Coelho: Hmm… Pierwszy raz byłem w San Francisco na początku lat siedemdziesiątych. Przemierzałem wtedy Amerykę jako hippis. Cóż, zacząłem tę podróż z dwustoma dolarami w kieszeni, skończyłem w Mexico City z połową tej kwoty i było to fantastyczne doświadczenie, bo nie umiałem wtedy w ogóle mówić po angielsku. Przemierzyć cały kraj pomogła mi solidarność, panująca wtedy pomiędzy młodymi ludźmi.

- Tak więc, kiedy zaczął pan pisać, i co było tego przyczyną?

Cóż, moim marzeniem zawsze było zostać pisarzem, ale kiedy pewnego razu powiedziałem o tym mojej matce, odrzekła: “Oczywiście, że możesz pisać książki, tylko najpierw skończ szkołę prawniczą, zostań prawnikiem, i wtedy (mówiła śmiejąc się) będziesz mógł pisać w wolnym czasie”. I tak właśnie zrobiłem, bo czasami człowiek czuje się bardzo niepewny co do swojej przyszłości. Kiedy jednak narodził się ruch hippisowski, dało mi to siłę by rzucić wszystko, zostawić szkołę i zacząć realizować moje marzenie. Pierwszą książkę napisałem jednak dopiero w roku 1986, była to “Pielgrzymka” (The Pilgrimage). Przedtem pisywałem dla telewizji, gazet, a nawet teksty dla bardzo popularnych w Brazylii piosenek rockowych. Ale tę pierwszą książkę napisałem mając prawie 38 lat. Teraz mam 48. [wywiad z roku 1995]

- Co motywuje pana do pisania? Co pana inspiruje? Do czego pan zmierza w swojej twórczości?

W pewnym sensie, próbuję podzielić się z moimi czytelnikami własnymi wewnętrznymi poszukiwaniami. To jest moja duchowa wędrówka. Nie zamierzam niczego uczyć, nie zamierzam wyjaśniać niczego o wszechświecie, nie wierzę zresztą w takie wytłumaczenia. Mam jednak coś, czym mogę się podzielić – to, jak ja doświadczam tej dziwnej i czasami bardzo zwodniczej ścieżki. Jest to obecne we wszystkich moich książkach – w “Pielgrzymce” np. jest to moja podróż do Santiago del Compostella. Szedłem z Francji do Hiszpanii 56 dni, i właśnię moją podróż tą starą, uświęconą drogą opisuję w książce.

“Alchemik” to bajka o potrzebie podążania za własnymi marzeniami. W “Valkiriach” (The Valkyries) dzielę się przeżyciami z 40-dniowego pobytu wraz z moją żoną na pustyni Mojave. Co mnie najbardziej zaskoczyło to to, że książka ta odniosła światowy sukces – w sumie wszystkich sprzedałem ponad 10 milionów egzemplarzy, choć część nie została jeszcze nawet przetłumaczona na język angielski. Doszedłem więc do wniosku, że nie jestem sam, że jest wielu ludzi, których to samo absorbuje, którzy mają takie same pomysły, ideały i tę samą potrzebę poszukiwania sensu życia.

- Czy uważa pan, że w świecie, w którym żyjemy, istnieje jakiś rodzaj nadrzędnej, duchowej więzi?

Myslę, że stajemy się coraz bardziej świadomi wagi duchowości, poprzez przykładanie większej uwagi do własnego wnętrza, do tej więzi, która każdego pojedynczego dnia łączy nas z duszą świata. Mamy do dyspozycji język omenów, język znaków. Ten alfabet jest przeznaczony dla nas. Jeżeli nie będziemy bali się popełniać błędów, jeśli będziemy odbierać znaki jako ostrzeżenia, jako pomoc do przeżycia tego konkretnego dnia, coraz bardziej i bardziej bedziemy się zagłębiać w duszę świata. Nie po to, by odnaleźć sens życia, bo wierzę w tajemnice i wierzę, że istnieje tajemnica, której rozwiązanie sięga poza nasze zrozumienie. Ale choćby po to, by dowiedzieć się, że jest tu dla nas coś do zrobienia i że powinniśmy to zrobić.

- Istnieje więc inny świat, do którego ludzie naprawdę powinni przywiązywać wagę, inny niż ten przyziemny, który mamy przed oczyma: zbyt wiele pracy, zby wiele odpowiedzialności, zbyt wiele komplikacji w życiu wielu z nas. Ale, czy przyszło panu kiedyś do głowy… Chodzi mi o to, że pański “Alchemik” jest niewiarygodnie popularny na całym świecie. Czy przyszło więc panu kiedyś do głowy, że gdyby każdy zaczął do tego innego świata przywiązywać wagę, rozpadły by się rodziny, a ludzie potraciliby pracę by szukać odpowiedzi na tego rodzaju pytania?

Tak. Straciliby pracę, pojawiłyby się przed nimi problemy, ale taki jest jedyny wybór jeśli chce się płacić cenę za marzenia. Z drugiej strony, nie rozdzielałbym od siebie świata przyziemnego i duchowego. Alchemia jest sztuką realizowania w tych światach wszystkich naszych duchowych poszukiwań, i dlatego łączyłbym je raczej niż separował. To, czego oczekuję, to żebyśmy byli wystarczająco odważni, by porzucić pracę i złamać pewne schematy, a wtedy, po przezwyciężeniu trudności, zrozumieny, że jest w tym sens, i że wszechświat działa, by zebrać wszystkie kawałki tej układanki w jedność poprzez dawanie nam wskazówek, jak realizować własne przeznaczenie. Nie należy jednak oczekiwać, że to będzie bardzo łatwa droga. Podobnie jednak przeszkody tkwią także na drodze tego, który nie idzie za głosem własnych marzeń. Cena za kurtkę, która ci pasuje, jest taka sama, jak za tę, która jest okropna i ci nie pasuje, jak i za tę, która okazuje się być za duża. By wszelkie trudy miały sens, musimy być przygotowani, że marzenia mają swoją cenę. Z drugiej jednak strony, jeśli nie realizujesz własnych marzeń, trudność jest tylko trudnością, przeszkodą, i nie niesie ze sobą żadnego sensu.

- Niewiele jest już chyba osób, które nie czytały “Alchemika”, niemniej żeby nie zdradzać zakończenia – bohater tej powieści odbywa swą duchową podróż. Wyposażył pan swoją książkę w świetny dowcip i humor, jak i wezwanie do odwagi na tej drodze – ale na końcu jest zabawny zwrot akcji, który rozwiązuje całą historię. Nie wiem, czy uda nam się to przedyskutować bez wyjawiania szczegółów. Ale pański bohater musi stawić czoła tylu trudnościom, pokonać tyle przeszkód i spełnić tyle wymagań, by skończyć w miejscu, w którym zapewne skończyć się nie spodziewał.

Dokładnie! Jednak, nawet jeśli wszystko czego potrzebujesz jest blisko ciebie, musisz wysilić się, by to zdobyć, bo droga na skróty nie istnieje. Ja również nie chciałbym wyjawiać końcówki, bo jest ona bardzo ciekawa, w każdym razie ten pasterz – a każdy z nas jest takim pasterzem – musi porzucić rzeczy, do których jest przyzwyczajony i, poprzez podróż, odkrywa nowego siebie. Poznaje własne zdolności i możliwości i w ten sposób ucieka przed rutyną. Nie twierdzę, że nie można odkryć wszechświata poprzez powiedzmy codzienne powtarzanie tej samej pracy – można. Ale można też oślepnąć, widząc każdy dzień podobny do poprzedniego. Każdy dzień jest inny, każdy przynosi cud samego siebie. To tylko kwestia zauważenia tego. Jeśli to nam się uda, uda się też odkryć wskazówki do poznania własnego przeznaczenia, nawet jeśli będziemy codziennie wykonywać najnudniejszą z prac.

- Czy pańska nowa książka, “Valkirie” (The Valkyries), jest w jakiś sposób cd. “Alchemika”?

Nie. “Valkirie” i “Pielgrzymka” są książkami opartymi na faktach. Ich treść ma związek z zadaniami, które sam sobie stawiam w poszukiwaniu własnej drogi, i próbuję je wypełniać. Próbuję też unikać niebezpieczeństwa przyzwyczajenia się do tego, co mnie otacza. “Valkirie” mówią właśnie o jednym z takich zadań. Pojechałem z moją żoną na pustynię Mojave w 1988, by osiągnąć kontakt duchowy z aniołami. Czasem nie udaje nam się być tak dobrymi, jak powinniśmy, ale to nie może zawrócić nas z drogi ciągłych poszukiwań. Musimy zaakceptować siebie takimi, jacy jesteśmy, i zamiast się martwić, dążyć do doskonałości, pracować nad tym. Jest we mnie wiele rzeczy, które trzeba by nazwać niebyt poprawnymi politycznie, ale nie wstydzę się podążać tą ścieżką i wiem, że w jakiś sposób, Bóg rozumie to, co robię. To dla mnie bardzo ważne. Musimy zawsze mieć na uwadze to, że ktoś nas obserwuje. Nawet jeśli nie rozumiemy do końca tego, co robimy, ma to swoje znaczenie.

- Bezpiecznie jest powiedzieć, że być może tylko Bóg rozumie nasze poczynania i ścieżkę, która dla nas ma sens.

Tak. Nawet, jeśli my nie rozumiemy, że On rozumie! (śmiech) , że zwraca na nas uwagę. Ale to On sprawuje władzę nad duszą świata. Kiedy jest On, wszystko zaczyna nabierać sensu. Nie należy więc wstydzić się modlitwy i prośby o pomoc do niebios. Czasem próbujemy zachowywać się bardzo dorosło, i nie pamiętamy, że Jezus Chrystus powiedział przecież: królestwo niebieskie należy do dzieci. Musimy więc odnaleźć w sobie dziecko, by móc czuć się zaskoczonymi doświadczeniem zwykłego dnia, zachodu słońca, nocą, księżycem. Będąc dziećmi, możemy doświadczyć prawdy o życiu.

- Czy ma pan ulubioną część “Alchemiku”? Czy jest jakiś rozdział czy fragment, który najwięcej dla pana znaczy?

Tak, był taki moment kiedy “Alchemika”, kiedy myślałem, że wpadłem w pisarską pułapkę, bo na dobrą sprawę napisałem tę książkę w piętnaście dni. To jednak nie było piętnaście dni, lecz trzydzieści dziewięć lat i piętnaście dni. Był taki fragment, gdy chłopiec musi przemienić się w wiatr, i kiedy do tamtąd doszedłem, nie wiedziałem jak zakończyć tę część książki. Ale  książka napisała się sama. To nie jest może moja ulubiona część, ale pamiętam ten dzień tak wyraźnie jakby to było dzisiaj – najtrudniejszy moment w pisaniu, i że wszechświat zadziałał tajemnie, by móc mi pomóc.

- Chciałby pan teraz przeczytać ten fragment z książki?

Dobrze. Jest to ten moment, gdy chłopiec dotarł do celu i musi przemienić się w wiatr. Cała powieść jest bardzo realistyczna, poza tym właśnie momentem. Próbuje zjednoczyć się z naturą. Przeczytam dalszy ciąg:

Chłopiec spojrzał na horyzont. W dali dostrzegł góry, wydmy, skały i rośliny, które uparły się, by żyć tam, gdzie życie wydawało się niemożliwe. To była pustynia, po której wędrowal tyle miesięcy. Mimo tak długiego czasu, znał tylko małą jej część. Poza tą małą częścią, poznał Anglika, karawany, wojny między plemionami i oazę z pięćdziesięcioma tysiącami palm i trzystoma studniami.

“Czego chcesz tu dzisiaj?”, zapytała pustynia. “Czyż nie patrzyłeś na mnie wystarczająco długo wczoraj?”

“Trzymasz w sobie osobę, którą kocham”, powiedział chłopiec. “Kiedy wpatruję się w twoje piaski, szukam również jej. Chcę do niej powrócić, i potrzebuję twojej pomocy do zamienienia się w wiatr.”

“Czym jest miłość?”, zapytała pustynia.

A chłopiec odrzedł: “Miłość jest lotem sokoła nad twoimi piaskami. Bo dla niego, jesteś zieloną łąką, znad której zawsze powraca ze zdobyczą. Zna twoje skały, twoje wydmy i twoje góry, i dla niego jesteś hojna.”

“W swoim dziobie sokół niesie cząstkę mnie”, powiedziała pustynia. “Przez lata troszczę się o jego zdobycz, o tę odrobinę wody którą mam, a potem pokazuję mu gdzie jest zdobycz. Aż pewnego dnia, gdy cieszę się obserwując, jak jego łup rozwija się na mojej powierzchni, sokół spada z nia i zabiera to, co ja stworzyłam.”

“Ale właśnie dlatego stworzyłaś tę zdobycz”, odpowiedział chłopak. “By pożywić sokoła. A sokół żywi człowieka. A w ostateczności, człowiek będzie żywił twoje piaski, z których ponownie zrodzi się zdobycz dla sokoła. Taka jest kolej rzeczy tego świata.”

“Więc to jest miłość?”

“Tak, to jest właśnie miłość. Przeistoczenie się zdobyczy w sokoła, sokoła w człowieka i człowieka w pustynię, gdy przyjdzie na to jego kolej. To ona zamienia ołów w złoto, i zwraca złoto ziemi.”

“Nie rozumiem, o czym mówisz”, powiedziała pustynia.

“Ale możesz zrozumieć, że gdzieś w twych piaskach jest kobieta, która na mnie czeka. I dlatego muszę przemienić się w wiatr”.

źródło: www.worldmind.com

Wywiad z Paulo Coelho

Zaszufladkowany do: Paulo Coelho - wywiady — zakonram @ 9:31 am
Tags: ,

Zanim stał się jednym z najpopularniejszych i najbogatszych pisarzy świata, był studentem prawa. obieżyświatem, autorem tekstów piosenek i kompozytorem muzyki pop. Pracował w wytwórniach płytowych CBS i Polygram oraz prowadził własne wydawnictwo książkowe. Współczesna baśń dla dorosłych “Alchemik”, jego największy bestseller, prześcignęła w popularności “Małego Księcia” Saint-Exupery’ego i czeka teraz na swoją kolej w hollywoodzkiej wytwórni filmowej Warner Brothers. Prawa do sfilmowania kolejnego bestsellera Coelho ,,Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam” kupiła w ubiegłym roku Isabelle Adjani. Paulo Coelho mieszka w swym rodzinnym mieście Rio de Janeiro. Większość czasu spędza na podróżach. W grudniu przyjedzie do Warszawy, aby promować swoją nową książkę “Piąta góra”. Po ,,Alchemiku” i ,.Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam” będzie to trzecia powieść Coelho, która ukaże się w Polsce.

Izabela Filipiak: Osiągnął Pan w krótkim czasie ogromny sukces i stał się człowiekiem bardzo bogatym. A to dlatego, ze trafił Pan na swoją Osobistą Legendę, nauczył się Pan rozumieć wróżby i znaki, słuchać własnego serca…

Paulo Coelho: Właśnie tak.

I.F. Na co powinny zwracać uwagę osoby, które postanowiły pójść za Pańskim przykładem?
P.C. Najpierw musimy odnaleźć własne przeznaczenie. Ono jest Osobistą Legendą każdego i każdej z nas. 0 tym mówi “Alchemik”. Oczywiście. nim znajdziemy naszą Osobistą Legendę, napotkamy wiele przeciwności. o których nie będziemy wiedzieli, czy mają znaczenie. czy nie. Ale jeśli pozostajemy wierni naszym marzeniom, jeśli robimy rzeczy, które budzą nasz entuzjazm, na końcu okaże się, że wszystko miało sens.

I.F. Co powie Pan o ludziach, którzy słuchają głosu serca, czytają znaki, słuchaj wróżb, a mimo to są biedni i nie odnoszą sukcesu?

P.C. Czy naprawdę spotkała Pani takich ludzi?

I.F. Tak wielu.

P.C. Mogę tylko powtórzyć, ze najważniejszy jest entuzjazm. Spotkałem biednych ludzi, którzy są smutni i całkowicie zagubieni. ale spotkałem tez smutnych i zagubionych ludzi bogatych. Pieniądze me maja tu żadnego znaczenia.

I.F. W “Alchemiku” powiada Pan, że swoją Osobistą Legendę znajduje się tylko raz. A gdy się na nią trafi, wszystko staje się proste i piękne.

P.C. Każdy z nas ma jedną drogę, ale znajduje ją i traci wiele razy w życiu. W takim wypadku jedyne, co możemy zrobić. to nie zapominać. Jeśli chodzi o mnie, w pewnym momencie zabiłem moją Osobistą Legendę. A potem zrobiłem to jeszcze wiele razy. Dlaczego? Dlatego, że Osobista Legenda oznacza wyzwanie, któremu nie zawsze gotowi jesteśmy wyjść naprzeciw. W czasach hipisowskich pisałem piosenki. które zostały uznane za wywrotowe. Miałem 26 lat i już trzy razy siedziałem w wiezieniu. Za trzecim razem pomyślałem: “Wystarczy, nie zniosę tego dłużej, poddaje się. To, co chce robić, nie jest takie ważne, będę żyć poprawnie, tak, jak się tego ode mnie oczekuje”. Byt to rok 1974. Wtedy opuściłem moje przeznaczenie i pogodziłem się z tym, że nie zostanę pisarzem. Zacząłem pracować dla firmy płytowej. Ale moje marzenie przechowałem głęboko w sercu i kiedy w 1982 roku zwolniono mnie z pracy pomyślałem: “Życie daje mi kolejna szanse, a ja jej potrzebuję”. Wtedy wróciłem do marzenia, żeby pisać. To wydawało się mało rozsądne, gdyż niewielu ludzi na świecie mówi po portugalsku, a Brazylia leży daleko od tak zwanego kulturalnego centrum świata. Ja jednak miałem jeden atut: byłem wytrwały. Nie ustawałem w pracy i moje książki zaczęły się sprzedawać.

I.F. Czy Pana życie stało się proste i piękne?

P.C. Jestem właśnie w trakcie promocyjnego tournee związanego z ukazaniem się mojej nowej książki. “Piąta góra” to historia biblijnego proroka Eliasza, który napotkał wiele przeszkód, zanim wypełnił swoje przeznaczenie. Mam przed sobą kilka wyczerpujących miesięcy Ale nawet jeśli wstaję wcześnie i ciężko pracuję, czynię to z entuzjazmem. A zatem fakt, ze znaleźliśmy nasza Osobistą Legendę, nie oznacza, że nie musimy potem o nią walczyć.

I.F. Powieść “Alchemik” została zadedykowana ,,J. , który zna i wykorzystuje tajniki Wielkiego Dzieła”. Kim jest Pański alchemik?

P.C. Jean jest Francuzem, mieszka w Amsterdamie i zarządza potężnym międzynarodowym koncernem… Nie mogę powiedzieć o nim nie więcej, bo co prawda nigdy mi tego me zabronił, ale tez mnie nie zachęcał. Jest kimś w rodzaju mojego mistrza. Przez lata uczyłem się od niego symbolicznego języka i tajników duchowej alchemii. Byt to dla mnie dalszy ciąg duchowego poszukiwania, które zaczęło się w latach 60. , kiedy byłem hipisem, podróżowałem po świecie i próbowałem wszystkiego – różnych religii, narkotyków, różnych rodzajów seksu… To Jean poradził mi, abym udał się na pielgrzymkę śladem świętego Jakuba z Compostelli. Po tym doświadczeniu w naturalny sposób powróciłem do katolicyzmu. To było osobiste religijne przebudzenie, do którego doszło we właściwym czasie.

I.F. W 1988 roku wybrał się Pan w “kobieca drogę” do Lourdes…

P.C. Myślę, że doświadczyłem wtedy kobiecego oblicza Boga, dopuszczającego łaskę miłości, przedstawiającego Boga jako Matkę. Tam właśnie rozgrywa się akcja ,,Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam”. Próbowałem w tej książce przyjrzeć się kobiecemu aspektowi mojej psychiki, temu, który pomógł mi ogromnie podczas pisania, gdy trzeba było posłużyć się intuicją. Osobiście wierzę, że świat staje się coraz bardziej kobiecy i my, mężczyźni, musimy to zaakceptować.

I.F. Z pewnością wiele uczy się Pan od kobiet…

P.C. Uczę się od innych. Uczę się od życia. Ożeniłem się, kiedy miałem 20 lat, z kobietą o 15 lat ode mnie starszą. Ona nauczyła mnie wszystkiego, co było mi potrzebne w tym czasie. Moja druga żona była hipiską. Razem podróżowaliśmy. Z trzecią starałem się wieść przyzwoite życie ludzi z klasy średniej. 18 lat temu podjąłem ostatnią probę. Ja jestem trochę narwany, ale Christiana to uosobienie łagodności – nic Jej nie wytrąca z równowagi. Ma swój własny świat, jest malarką. Mam nadzieję, że będzie to trwało następnych 18 lat. A potem zobaczymy…

I.F. Bohater ,,Na brzegu rzeki Piedry..” jest charyzmatykiem i ma dar czynienia cudów. Czy sądzi Pan, że kontakt z kobiecą energią może sprawić, że niemożliwe staje się możliwe?

P.C. Tak. Wierzę też, ze każdy ma charyzmę. Może to być umiejętność leczenia lub jakiś inny dar, ważne jest, żeby go odkryć, a następnie zaakceptować i rozwijać. Nie zgadzam się z takimi pomysłami, ze pewni ludzie mają uważać się za wybranych dlatego, że postępują zgodnie z jakimś rytuałem – nie palą papierosów, nie jedzą mięsa. Wierzę, że Bóg jest demokrata i wnosi mądrość i miłość pomiędzy zwykłych ludzi. Każda ludzka istota ma w sobie iskrę boskiego życia, którą należy odnaleźć. Kiedy odkrywamy w sobie tę iskrę, ona zaczyna płonąć. Od chwili, gdy zaakceptujemy naszą charyzmę, potrzebujemy dyscypliny, żeby ją praktykować. Nie chodzi o to, by Zaczynać przewodzić czy nauczać – Tacy przywódcy są zwykle niebezpieczni. Powinniśmy raczej otworzyć się na cud codziennego życia.

I.F. A jednak w “Na brzegu rzeki Piedry..” bohaterowie stają przed takim wyborem – albo charyzma, powołanie, albo dostatnie, względnie szczęśliwe i nudne życie klasy średniej.

P.C. Nie wierzę w szczęśliwe życie klasy średniej. Wybieramy je, gdy boimy się zapłacić cenę za nasze marzenia. Większość ludzi wybiera tak zwane normalne życie nie dlatego, że czują się wtedy szczęśliwi, ale dlatego, że sadzą, iż nic innego nie jest możliwe.

I.F. Czy uważa Pan, ze cuda zdarzają się każdemu?

P.C. Każdemu i wszędzie.

Rozmawiała – Izabela Filipiak

Coelho o Internecie

Zaszufladkowany do: Paulo Coelho - wywiady — zakonram @ 9:25 am
Tags: ,

Empik.com: Zanim pana najnowsza książka Weronika postanawia umrzeć ukazała się w wersji papierowej, fragmenty powieści można już było przeczytać w Internecie na pana stronie. Skąd zainteresowanie tym medium?

Paulo Coelho: Naprawdę wierzę, że Internet spowodował prawdziwą rewolucję w pisarstwie. Niektórzy ludzie mówią, że Internet odciągnie czytelników od książek, ale to nieprawda. Ja uważam, że dzięki Internetowi wszyscy piszemy i czytamy więcej. Stąd kilka decyzji, które powziąłem na temat mojej współpracy z firmami internetowymi. Na przykład w Rosji trudno przeczytać moją książkę po rosyjsku, mam wiele problemów z tamtejszymi wydawcami i dystrybutorami, więc nie mogę dotrzeć do moich czytelników. A ponieważ w Internecie problem dystrybucji praktycznie nie istnieje, pozwoliłem wydawcom rosyjskim na to, aby wpisali po prostu moje książki za darmo w Internet, żeby wszyscy mogli je przeczytać. Zresztą dzieje się podobnie ze wszystkimi moimi książkami na całym świecie. Zwykle pozwalam opublikować w Internecie kilka rozdziałów, jakiś fragment mojej powieści tak, aby czytelnicy przekonali się, czy ta książka ich interesuje, czy chcą ją przeczytać. W ten sposób mogą się z nią zapoznać zanim ją kupią. Ale oczywiście przede wszystkim to jest źródło informacji o mnie: o tym, co robię, kim jestem, jak wyglądało moje życie, aby wszyscy czytelnicy mogli się zorientować, z kim mają do czynienia. Rozmawiałem dzisiaj z moimi polskimi wydawczyniami, które powiedziały, że moja strona internetowa w Polsce jest bardzo popularna, wiele osób wchodzi na nią, wielu ludzi interesuje się tym, co robię, właśnie poprzez Internet. To znaczy, że ten kraj jest już bardzo z Internetem zżyty. To zresztą ciekawe, bo we Francji na przykład można znaleźć 10 razy więcej moich książek  w księgarniach. Wydawałoby się, że w związku z tym Internet we Francji będzie o wiele bardziej popularny jeśli chodzi o czytanie moich książek, ale dzieje się zupełnie odwrotnie. To w Polsce właśnie na stronach internetowych o wiele więcej można się o mnie dowiedzieć i znacznie więcej ludzi wykazuje zainteresowanie moją stroną niż na przykład we Francji.

Internet po prostu stał się już systemem: fragment książki jest publikowany za darmo albo za niewielkie pieniądze w Internecie. Chcę, aby tak dalej się działo. To oczywiście nie zmieni faktu, że książki trzeba po prostu czytać i nie zmieni formuły książki jako takiej, ale myślę, że to bardzo demokratyzuje czytelnictwo, sprawia, że nie zależy już ono od pieniędzy.

Empik.com: Czy bardzo poszerzył się krąg pańskich przyjaciół dzięki Internetowi? Czy zawarł pan za pośrednictwem Sieci wiele ważnych dla pana znajomości?

Paulo Coelho: Bardzo wiele. Myślę, że o ile nie znam swojego sąsiada z siódmego piętra bloku, w którym żyję, ale znam ludzi, którzy mieszkają rozrzuceni po całym świecie właśnie dzięki Internetowi. Po prostu ludzie stają się sobie bliżsi dzięki niemu. Mówi się, że przyjaźń przez Internet to przyjaźń wirtualna, nieprawdziwa. To zupełna nieprawda. Bardzo często, gdy wyruszam gdzieś w podróż, wysyłam moim czytelnikom wiadomość przez Internet – wtedy i wtedy będę tam i tam. I wtedy możemy się już fizycznie spotkać. Jechałem kiedyś do Islandii na 10 dni, na urlop i wysłałem moim czytelnikom informację o tym, że będę chciał się tam pojawić. Dzięki temu mogłem zobaczyć taką Islandię, jakiej bym nigdy w życiu nie mógł obejrzeć, gdybym ją zwiedzał jako zwykły turysta. Moi czytelnicy po prostu mi ją pokazali.

Dostaję około 300 e-maili dziennie i to jest natychmiastowa zwrotna informacja od czytelników na temat tego, co myślą o moich książkach. Nie mówiąc już oczywiście o tym, że mogę im odpowiedzieć, mogę wejść z nimi w dialog. Dla mnie to medium jest absolutnie fascynujące.

Empik.com: Czy w takim razie pańscy czytelnicy wywierają za pośrednictwem Internetu jakiś wpływ na kształt pańskich utworów?

Paulo Coelho: Aż tak fajnie nie jest, to już się dzieje wtedy, gdy moje książki są opublikowane. Proszę mnie dobrze zrozumieć – nie chodzi o ingerencję w moją twórczość pisarską. Chodzi raczej o wymianę poglądów, pomysłów na życie i idei, w które wierzymy. O taką dyskusję ogólnoludzką. Natomiast nie mają moi czytelnicy wpływu na to, czy i w jaki sposób piszę.

Magdalena Walusiak

Każda kultura ma swoje korzenie

Zaszufladkowany do: Paulo Coelho - wywiady — zakonram @ 9:15 am
Tags:

Paulo Coelho, autor “Alchemika” i dwóch innych książek, które od wielu miesięcy utrzymują się w pierwszej dziesiątce najlepiej sprzedających się w Polsce tytułów, został uznany przez UNESCO za wizjonera XX wieku.
Pisarz zgodził się na spotkanie w paryskim hotelu Lutecia przed sesją fotograficzną dla francuskiej ekipy “Paris Matcha”.
Kiedy weszłam do hotelowej restauracji, kelnerzy od razu wskazali mi stół, przy którym jadł lunch ze swoją brytyjską przyjaciółką. Poznali się parę lat temu poprzez książki. Ona również jest pisarką i wykładowczynią literatury w londyńskim college’u. Przyjechała do Paryża na dwa dni, żeby chwilę pogawędzić z autorem “Alchemika”. Kiedy do nich podeszłam rozmawiali właśnie o brytyjskiej literaturze. Paulo Coelho szarmancko wstał i przywitał się ze mną. Bardzo wylewnie jak na pierwsze spotkanie. Miał na sobie czarne dżinsy, ciemną marynarkę i czarny T-shirt. Przez chwilę przysłuchiwałam się rozmowie pisarzy, która była połączeniem intelektualnej zabawy i flirtu. Potem przeszliśmy do sąsiedniej kawiarni.
Paulo Coelho zdążył odpowiedzieć zaledwie na kilka moich pytań, kiedy fotografowie zaprosili go do sąsiedniej sali hotelu, w którym zaimprowizowali studio fotograficzne. Pisarz zaprosił mnie na sesję, byśmy mogli w przerwach kontynuować rozmowę. Francuzi nie sprzeciwili się. W końcu zgodzili się również, by napisać o ich przedsięwzięciu.
Z okazji zbliżającego się nowego milenium przygotowują album pod auspicjami UNESCO. Znajdą się w nim portrety wybitnych osobowości XX wieku – noblistów, artystów, biznesmenów, pisarzy, polityków. Wizjonerów odchodzącego stulecia.
- Są to ludzie, którzy wiedzą, czym był wiek XX i mają wizję tego, do czego dąży ludzkość – mówi Patrick Amory, pomysłodawca i realizator projektu, na codzień reporter “Paris Match”.
Zdjęcia to tylko niewielka część projektu, choć może najbardziej pracochłonna. Osoba, która zgodziła się wziąć udział w tym przedsięwzięciu musi na kilka godzin poddać się fotografom i wykonywać ich polecenia. Ekipą kieruje Pierre Anthony Allard z paryskiego studia Harcourt. Natomiast w przerwach sesji zdjęciowej gość odpowiada na dziesiątki pytań Patricka. Cała sesja jest filmowana. Na końcu bohater przekazuje następnym generacjom żyjącym w trzecim tysiącleciu swoje credo. Próbuje też wyobrazić sobie jak będzie wyglądał świat w roku 2010 i 2050. Te wizje XX-wiecznych osobowości świat pozna dopiero za 10 bądź 50 lat.
- Dopiero wtedy te filmy zostaną publicznie odtworzone.
W 2050 roku nas już pewnie nie będzie, ale nasze dzieci dowiedzą się nie tylko jak żyli i myśleli ludzie pod koniec XX wieku, ale jak wyobrażali sobie przyszłość.
Teraz, co mówią o przyszłości wybitne osobistości XX wieku, wiemy tylko my – chwali się Amory.
Zapytany, czy ma pewność, że jego filmy zostaną upublicznione za pół wieku, odpowiada bez wahania:
- Oczywiście, zlecę to moim dzieciom.
Jego rozmówcami były już – bądź będą wkrótce – różne osoby, które miały istotny wpływ na XX wiek. I to w bardzo różnorodny sposób i w różnych dziedzinach: Michaił Gorbaczow i Bill Gates. Catherine Deneuve i Pierre Cardin. Clint Estwood i Liz Taylor.
- Wbrew pozorom nie są to jednak tylko gwiazdy z pierwszych stron gazet. Są to ludzie, którzy coś zrobili dla innych. To jest warunek konieczny, by znaleźli się w naszym projekcie – wyjaśnia paryski dziennikarz.
Paulo Coelho został wybrany do grona XX-wiecznych wizjonerów jako jeden z 15 najbardziej poczytnych pisarzy współczesnych. Tak podaje “Le Nouvel Economist”. A jest to rzeczywisty fenomen. W ciągu zaledwie 10 lat Coelho sprzedał ponad 21 milionów swoich książek na całym świecie. Przetłumaczono je na 39 języków. “Alchemik” utrzymuje się na światowych listach bestsellerów w 30 krajach i to tak różnych jak Niemcy, Hiszpania czy Turcja. Tylko we Francji jego powieści sprzedały się w nakładzie 4 milionów. Samego “Alchemika” poszły 2 miliony.
- W 1994 roku Coelho miał entuzjastyczne recenzje. Co prawda po trzeciej książce zaczęto go krytykować, ale to nigdy nie wpłynęło na sprzedaż – mówi jego francuska agentka, również obecna podczas sesji fotograficznej w hotelu Lutecia.
Pewnie nie bez wpływu na obecność Coelho w grupie wizjonerów końca wieku był fakt, że jest on doradcą UNESCO w programie “Spiritual Convergences and Intercultural Dialogues”. Był również gościem Światowego Szczytu Ekonomicznego w Davos, zarówno w 1998 roku, jak i w tym roku.
- W Davos mówiłem o globalizacji sztuki – wyjaśnił mi brazylijski pisarz. – Tam nawet miałem okazję poznać waszą panią prezydentową, która jak się okazało zna moje książki – dodaje.
Jego zdaniem globalizacja świata jest nieunikniona. Ale bardzo niebezpieczne jest, że oprócz ekonomii chce się też ujednolicić sposób myślenia ludzi.
- Z tym trzeba walczyć. Każda kultura ma swoje korzenie i swoje skrzydła. Nie wolno ich obcinać. Ja na przykład słucham brazylijskiej muzyki i ją dobrze rozumiem. W niej są moje korzenie. Francuz czy Anglik odbiera ją już zupełnie inaczej. Słucha jej inaczej. Nie można przenieść muzyki brazylijskiej do Jugosławii czy nawet Argentyny. Ujednolicenie muzyki jest zabójstwem kultury. Kultury nie można globalizować.
W sali, gdzie zaaranżowano sesję zdjęciową, znajdowało się kilka małych stolików, na których stały zapalone lampy. To wprowadziło kameralny i przytulny nastrój, choć przestrzeń była duża. Gdy technicy zakładali pisarzowi mikrofon, z kieszeni jego marynarki wypadł obrazek Matki Boskiej z Gwadelupy.
- Zawsze ją mam przy sobie – wyjaśnił z figlarnym uśmiechem, który towarzyszył mu nieustannie. Nawet w pewnej chwili fotograf powiedział do niego z wyrzutem: Dlaczego jest pan taki uroczy? Cały czas się pan uśmiecha.
- Po prostu jestem miłym facetem, czyż nie – Coelho szukał potwierdzenia u obecnych na sali przyjaciół.
Irytowały go jednak włączone wiatraki. Robiły zbyt dużo hałasu. Pisarz domagał się, by je zatrzymać zanim rozpocznie się sesja. Wyjaśnił, że ten dźwięk nie pozwala mu się skoncentrować.
Fotografowie najpierw zaaranżowali scenkę “pisarz przy pracy”. Posadzili go w fotelu, podsunęli kartki i poprosili, by coś notował. Coelho wyciągnął z kieszeni czerwonego watermana. – To pióro fetysz, dostałem je od przyjaciela z Włoch i zawsze mam przy sobie – wyjaśnił i zaczął coś zapisywać. Musiał zatrzymywać się na sygnał fotografa i patrzeć prosto w kamerę. Scena była powtarzana w nieskończoność.
Po serii zdjęć, kiedy zapytałam jak naprawdę pracuje, zasiadł wygodnie w fotelu i położył nogi na stoliku. Wyciągnął papierosa. Zapalił go z namaszczeniem. Wziął sztywną książkę, na niej położył kartkę i zaczął coś notować. Aparaty fotograficzne poszły znowu w ruch. Coelho cieszył się, że będzie na zdjęciach z papierosem. To taki jego osobisty bunt przeciwko amerykanizacji świata.
- Nienawidzę Amerykanów, którzy mi nie pozwalają palić, kiedy mam na to ochotę. Cała Ameryka oszalała. Tamtejsza polityczna poprawność, zakazy, nakazy stwarzają absolutnie fałszywą moralność i trzeba z tym walczyć. Podstawą tolerancji jest respektowanie różnic, a Ameryka chce ujednolicić wszystkich i wszystko. To jest chore – mówił podniesionym głosem. To dla niego wyraźnie drażliwy temat:
- Globalizacja to konieczność. Trzeba się temu poddać, bo daje możliwość zbudowania czegoś od nowa. Ale jeśli ktoś steruje ekonomią, ma pieniądze i siłę to chce wprowadzać własne reguły gry wszędzie, a tak być nie powinno – podkreślał.
Po chwili jeszcze dodał:
- Moim zdaniem CNN to instrument diabła do manipulowania zbiorową wyobraźnią. CNN ocenia, że Hussein jest zły i wszyscy za nimi powtarzają to samo. Wierzę jednak, że Internet, wolny dostęp do informacji pozwoli wkrótce zmniejszyć tę moc amerykańskich mediów w świecie.
Po sesji zdjęć kolorowych fotografowie potrzebowali czasu na zaaranżowanie miejsca, gdzie mieli wykonywać czarno-biały portret pisarza. Miałam okazję obejrzeć dwa czarno-białe zbliżenia twarzy Pierre,a Cardaina wykonane przez Pierre,a Anthony Allarda dla potrzeb tego samego projektu. To fantastyczne zdjęcia. Podobno sam “właściciel” tej twarzy był zdumiony efektem. Paulo Coelho powiedział pół żartem pół serio, że oczekuje co najmniej tak samo dobrego efektu. Zanim jednak został posadzony na taboreciku i unieruchomiony na długie minuty, Patrick Amory zadał mu serię pytań. Niektóre z nich znane są czytelnikom gazecianych “Wysokich obcasów”, gdyż oparte są na tzw. kwestionariuszu Prousta. Coelho miał na nie odpowiadać od razu, bez głębszego zastanowienia. Jeśli nie mógł znaleźć odpowiedzi, pytanie wracało po chwili. Było to ogromnie ciekawe zwłaszcza dla obserwatorów tych zmagań, którzy przyglądali się rozmowie z boku.
Zdążyłam zanotować tylko niewielką część tego specyficznego ping ponga.
Najstarsze wspomnienie?
- Pomarańcze z wioski… I kiedy pokazała mi się Matka Boska, gdy miałem 8, może 10 lat.
Ulubiony bohater literacki z dzieciństwa?
- Piotruś Pan.
Ulubiony bohater literacki z późniejszych lektur?
- Sherlock Holmes.
Kim chciał być, kiedy był dzieckiem?
- Strażakiem.
Jaką cechę ceni najbardziej u siebie?
- Odwagę.
Jaką ma największa wadę?
- Jestem leniwy.
Jakie cechy ceni u innych?
- Wytrwałość w walce o spełnienie marzeń.
Co ceni u przyjaciół?
- Wierność.
Co chciałby robić, gdyby nie był tym, kim jest?
- Być torreadorem.
Jak chciałby umrzeć?
- Na raka lub atak serca. Chciałbym zostać po śmierci spalony i żeby moje prochy były wyrzucone w górach St. Jacques, niedaleko miejsca, gdzie mieszkam.
Jakie są oznaki szczęścia?
- Śmiech i łzy.
Ulubiony symbol?
- Motyl, symbol transformacji.
Rzeczy, które zawsze zabiera ze sobą w podróż?
- T-shirty i spodnie.
Symbol męskości?
- Nie mam pomysłu.
Symbol kobiecości?
- Nie znam.
Gdzie chciałby żyć?
- We Francji, niedaleko Lourdes, w Pirenejach.
Autorzy, których ceni?
- Henry Miller, Antoine de Saint-Exupery, Borges.
Najważniejsza książka?
- Biblia.
Ulubiony filozof?
- Heraklit.
Malarze, których ceni?
- Picasso, Bosch.
Kompozytorzy?
- Wagner, Chopin, ale także John Lennon i Paul McCartney.
Żyjący mężczyzna, z którym chciałby spędzić dzień?
- Nelson Mandela.
Kobieta, z którą chciałby porozmawiać?
- Hilary Clinton. Myślę, że ma dziś dużo do powiedzenia.
Ulubiony napój?
- Wino.
Danie?
- Ogólnie kuchnia brazylijska.
Ulubione miejsce?
- Uwielbiam pustynię.
Kto jest miłością jego życia?
- Żona, Christine.
Największa głupota, jaką popełnił w życiu?
- Codziennie robię kolejną głupotę, bo jestem kompletnie szalony.
Co w sobie ceni?
- Zdolność kochania.
Jaki temat jest dziś najważniejszy dla świata?
- Ekologia.
Jak by się określił politycznie?
- Jako socjalista.
Jakiego polityka ceni najbardziej?
- Szanuję Nelsona Mandelę.
Która kobieta zrobiła najwięcej dla ludzkości?
- Matka Teresa z Kalkuty.
Jakie kraje potrzebują dziś solidarności?
- Irak i Izrael.
Największa lekcja, jaką dało mu życie i jaka wynika z tego rada dla innych?
- Nigdy się nie poddawać i dążyć do spełnienia swoich marzeń.
Dewiza na trzecie tysiąclecie?
- Kiedy czegoś bardzo chcemy, to cały Wszechświat pomaga, by się to spełniło.
Po tej wyczerpującej zabawie w pytania i odpowiedzi autor “Alchemika”, ogłoszony w ostatnich latach guru pokolenia, miał wcielić się w postać wizjonera i powiedzieć, jak wyobraża sobie życie w roku 2010 i 2050? Nie mogę napisać, co dokładnie powiedział Paulo Coelho w przededniu 2000 roku, zobowiązuje mnie umowa z francuskimi dziennikarzami. Przede wszystkim jednak miał wiele obaw.
- Możemy stanąć na progu wojny religijnej. I tego bardzo się obawiam – stwierdził.
Podobnie jak w rozmowie ze mną, Coelho podkreślił, że globalizacja niesie z sobą wiele niebezpieczeństw.
- Jestem za globalizacją ekonomiczną, ale całkowicie jestem przeciwny integrowaniu kultur. Właśnie z obawy przed taką unifikacją kulturalną już dziś obserwujemy w różnych miejscach świata gwałtowny powrót do myślenia plemiennego. To może się jeszcze zaostrzyć. I tego się naprawdę boję – mówił. Na koniec powiedział: – Jeśli chodzi o mnie to myślę, że w 2010 roku będę nadal w dobrej formie, będę pisał i podróżował. A jako osoba będąca w kontakcie z wieloma narodami i krajami, będę naturalnym łącznikiem różnych kultur.
Kiedy przyszedł czas na kilka słów do pokolenia żyjącego i słuchającego jego wypowiedzi w 2050 roku, Paulo Coelho odprężył się, spojrzał prosto w kamerę i powiedział:
- Jest rok 2050. Mnie już nie ma na świecie. Umarłem, nie wiem kiedy i jak, ale mam nadzieję, że udało wam się ominąć tragedię religijnej wojny i że przeszła już fala nietolerancji. Mam też nadzieję, że wróciliście z wielkich miast na wieś i żyjecie w zgodzie z naturą.
Z ust brazylijskiego “alchemika” padło jeszcze wiele zdań i rad. Wszyscy obecni przy sesji byli podbudowali tym, co powiedział. Patrick Amory był wręcz zachwycony. Właśnie tego oczekiwał od wizjonera XX wieku.
Po tak intensywnej pracy już nie miałam sumienia zasypywać pisarza kolejnymi pytaniami, które intrygują polskich czytelników. Po trzech godzinach był zmęczony, a czekała go jeszcze jakaś oficjalna kolacja z francuskimi wydawcami. Zapytałam tylko o dwie rzeczy. Dlaczego, jego zdaniem, tak wielkiej popularności jego książek wśród czytelników towarzyszy obojętność, a nawet nieprzychylność, krytyków.
- Krytycy nie czytają moich książek. Jestem pewien, że tego nie robią. Gdyby czytali nie mogliby pisać takich głupot – powiedział mi z absolutną pewnością autor “Alchemika”.
- A czytelnicy ignorują te rzeczy, które krytycy o mnie piszą, bo czują, że ja ich nie oszukuję. Jestem z tego bardzo dumny. W innym wypadku moje książki nie cieszyłyby się popularnością.
Jego zdaniem “Ulissesa” Jamesa Joyce’a nikt nie czyta, bo jest zbyt nudny, choć to zdaniem krytyków jedna z największych książek XX wieku. Kino Bergmana też jest nudne, choć – jak chcą fachowcy – są wielkie. Krytyka tak uznała i wszyscy po nich powtarzają.
- Dla krytyków to, co piszę jest zbyt proste, zbyt naiwne. Ale ludzie to lubią. W sztuce nie ma demokracji. Tu się nie głosuje. Krytyka odrzuca to, co jest bezpośrednie, łatwe w odbiorze. A ludzie i tak wybierają to, co im się podoba. Ja nie potrzebuję nikomu nic udowadniać. Piszę tak, jak czuję. Nie oszukuję czytelnika i on to wie.
Ostatnie pytanie dotyczyło głównego przesłania “Alchemika”, jak i innych książek Paulo Coelho. W opowieści o pasterzu Santiago pisarz napisał: “Kimkolwiek jesteś, cokolwiek robisz, jeśli naprawdę z całych sił czegoś pragniesz, znaczy to, że pragnienie owo zrodziło się w Duszy Wszechświata. I spełnienie tego pragnienia to twoja misja na Ziemi”.
I dalej: “Spełnienie Własnej Legendy jest jedyną powinnością człowieka. Wszystko bowiem jest jednością. I kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu”. Zapytałam więc, co zrobić w przypadku, gdy pójście drogą Własnej Legendy może skrzywdzić innych.
- Cel nie uświęca środków. Własna Legenda nie może przeszkadzać cudzej Legendzie. Trzeba się starać nie czynić zła w dążeniu do spełnienia swoich marzeń. Jeśli jednak gorąco wierzymy, że to, co robimy jest Naszą Drogą, należy nią podążać. Oczywiście trzeba pamiętać, że nie jesteśmy sami na świecie, ale także o tym, by nie porzucać swoich marzeń. Bo wtedy krzywdzimy zarówno innych, jak i siebie.

Rozmawiała i wysłuchała Joanna Podolska

Witam na Zakon RAM

Zaszufladkowany do: Uncategorized — zakonram @ 8:49 am
Tags: , , ,

To szkic bloga, o Paulo Coelho, literaturze, filozofii, mądrości, medytacji. O przemijającym świecie – bez ludzi … Bo do tego prowadzą nas nowe media, do wyobcowania.

Blog na WordPress.com.